Wszystko co robimy w pracy czy w życiu może być wyrażone procesami, organizujemy się w systemach a gdy termin zarządzanie potraktujemy jako filozofię efektywnego działania, to stwierdzimy, że zarządzanie ma swoje miejsce we wszystkich dziedzinach życia. Ponieważ organizacje mogą być traktowane jako systemy, to zarządzanie może być zdefiniowane jako ludzkie działanie, zawierające projektowanie dla wytwarzania przydatnych rezultatów z systemu. Ten pogląd zawiera konieczność umiejętności zarządzania sobą jako warunek wstępny zarządzania innymi.
Praktyka zarządzania jest ciągle jeszcze obarczona paradygmatem Kosmosu jako mechanizmu zegarowego, który sugestywnie wtłoczył w nasze myślenie Kartezjusz a do zarządzania organizacją wprowadził Taylor. Konsekwencją tego jest ciągle traktowanie ludzi w organizacji jako trybików zegarowych, które po naoliwieniu powinny pracować bezbłędnie. W większości organizacji, w większym lub mniejszym stopniu, króluje system nakazowy czyli „rób jak ci każę”. Szermuje się sformułowaniem „kapitał ludzki”, ale zwykle polega to na tym, że działy kadr przemianowują się na HR (Human Resources) i tak właśnie traktują pracowników, jako tylko zasoby z niewielkim rozróżnieniem od maszyn.
Pojawienie się pod koniec zeszłego wieku nowych metodyk zarządzania jak Lean Manufacturing (wzorowanym na Toyota Production System), World Class Manufacturing, Total Quality Management czy Theory of Constraints i kilku innych, bez prób obalenia tego paradygmatu oraz równolegle oszałamiającego rozwoju technik komputerowych, niewiele pomogło, a wręcz odwrotnie wprowadziło tylko zamieszanie w naszych głowach.
Próżnia pozostawiona przez naukę w metodykach zarządzania jest wypełniana przez komputerowe systemy informatyczne, które obiecują załatwić każdy problem organizacyjny. Mało wspomina się o tym, że ich bazą (filozofią działania) jest XIX – wieczny hierarchiczny typ organizacji, żeby nie powiedzieć pruskie czy ruskie wojsko.
Biorąc z kolei pod uwagę, że produkcja może być zmechanizowana, zautomatyzowana i zrobotyzowana to ciężar zarządzania przemieścił się z samej produkcji na jej przygotowanie, logistykę i usługi. Należy stwierdzić, że wielu ciągle tego nie zauważa i zajmując się produkcją widzą tylko wierzchołek góry lodowej marnotrawstwa i nieefektywności.
Edukacja jest obciążona tymi samymi błędami. Naładowani historyczną wiedzą o zarządzaniu absolwenci uczelni wpadają po ukończeniu studiów w chaos organizacyjny przedsiębiorstw, gdzie system nakazowy jest wymieszany z zarządzaniem funkcjonalnym, bądź nawet procesowym i gdzie, zwykle nałożony na chaos organizacyjny, system informatyczny paraliżuje zdolność organizacji do zmian i usprawnień, a pracownikom nie pozwala na wykorzystanie ich potencjału.
W ostatnich latach obserwujemy w Polsce eksplozję szkolnictwa wyższego, gdyż dyplom wyższej uczelni wydaje się być obecnie warunkiem koniecznym otrzymania dobrej pracy. W krótkim czasie powstały setki prywatnych uczelni, ale odbiło się to niedoborem wykładowców reprezentujących odpowiednio wysoki poziom.
Globalizacja i ogromny postęp techniczny powodują, że okres życia produktów skraca się radykalnie i wiedza z tym związana dezaktualizuje się również bardzo szybko.
W wyniku burzliwego rozwoju Internetu mamy zalew informacji, których często jest zbyt wiele by je zaabsorbować i do tego nie zawsze wiarygodnych.
Opieranie się o słowo pisane wyraźnie traci swoje znaczenie. Książki są wydawane z dużym opóźnieniem w stosunku do tempa zmian, a dodatkowo ludzie coraz mniej chętnie czytają, oczekując podawania im gotowych recept na życie.
Mamy do czynienia z rewolucją informatyczną i obecne pokolenie doskonale się w tym czuje, ale wyraźnie nadużywa narzędzi informatycznych i daje się uwieść ich pozornej inteligencji.
Pojawiają się pytania:
Czy możliwy jest przełom w sposobach organizowania się, które przecież dotyczy wszystkich aspektów naszego życia, tak byśmy uświadomili sobie, że nie musimy być niewolnikami pracy?
Czy pojawi się w końcu ktoś, kto będzie miał wystarczający autorytet, charyzmę i siłę, by obalić, ciągle obowiązujący w naszych organizacjach, paradygmat Kartezjusza?
Czy kapitalizm jako system ekonomiczny dobiega końca? System oparty na wirowaniu w zaklętym kręgu wirtualnych pieniędzy i nikomu niepotrzebnego wyścigu produkcyjnego musi paść, ale czy znamy następcę?
Na początku każdego stulecia ożywia się globalny intelekt i proponuje nam coś nowego, co na początku traktujemy jako utopię. Od utopii (nowej idei) często się jednak zaczyna. Co prawda poprzednie utopie z początku XX wieku (komunizm i faszyzm) dały nam mocno popalić, a Polakom podwójnie. Ludzki Świat ma coraz więcej problemów, gdyż zapomniał, że jest częścią Natury a nie jej władcą. Czy zauważalne coraz bardziej wołanie światłych umysłów o zmianę naszego zrozumienia siebie i wszechświata jest tylko utopią, czy może ideą dająca nadzieję na przetrwanie i rozwój?
